Byłam na rozmowie o pracę.
U M.
Jego szef nie mógł zrozumieć, że ja nie chcę przyjść do nich i naciskał, i naciskał, więc w końcu poszłam.
Po wcześniejszej rozmowie szefa z M.
Wprowadził go w sytuację, co nie bardzo mi odpowiadało, no bo kto by chciał, żeby potencjalny pracodawca wiedział o Tobie aż takie rzeczy?
Chodzi o mój (niepewny) stan zdrowia.
Nie wolno mi się przemęczać a praca M. właśnie tak wygląda. Typowa fizyczna praca na hali z winami.
Po zapoznaniu się z sytuacją, usłyszałam "Dobrze, że wszystko mi powiedzieliście, bo gdybyście to trzymali w tajemnicy a cokolwiek by Ci się stało w pracy to byłby nieźle wku***ony". Z jednej strony, trochę mi się nie spodobało to "brzydkie" słowo na końcu, ale z drugiej strony - postawił sprawę jasno, nawet jeśli to zdanie zabrzmiało trochę oschle.
Wobec tego, zaproponował stanowisko "na giftach"(? nawet nie wiem czy dobrze to piszę i co to dokładnie znaczy, po prostu każdy tak w kółko powtarza), czyli po prostu 11h stojąca praca przy taśmie - bierzesz karton z winami z palety, otwierasz go i na każdej jednej butelce przyklejasz naklejkę z oznaczeniami konkretnego kraju.
Tzn. podobno tak to wygląda.
Nie wydaje się trudne, co nie?
Od wtorku będę miała okazję się przekonać.
Zaczynam okres próbny.
Trzymaj kciuki :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz