sobota, 26 sierpnia 2017

Nowa praca

Byłam na rozmowie o pracę.
U M.
Jego szef nie mógł zrozumieć, że ja nie chcę przyjść do nich i naciskał, i naciskał, więc w końcu poszłam.
Po wcześniejszej rozmowie szefa z M.
Wprowadził go w sytuację, co nie bardzo mi odpowiadało, no bo kto by chciał, żeby potencjalny pracodawca wiedział o Tobie aż takie rzeczy?
Chodzi o mój (niepewny) stan zdrowia.
Nie wolno mi się przemęczać a praca M. właśnie tak wygląda. Typowa fizyczna praca na hali z winami.
Po zapoznaniu się z sytuacją, usłyszałam "Dobrze, że wszystko mi powiedzieliście, bo gdybyście to trzymali w tajemnicy a cokolwiek by Ci się stało w pracy to byłby nieźle wku***ony". Z jednej strony, trochę mi się nie spodobało to "brzydkie" słowo na końcu, ale z drugiej strony - postawił sprawę jasno, nawet jeśli to zdanie zabrzmiało trochę oschle.
Wobec tego, zaproponował stanowisko "na giftach"(? nawet nie wiem czy dobrze to piszę i co to dokładnie znaczy, po prostu każdy tak w kółko powtarza), czyli po prostu 11h stojąca praca przy taśmie - bierzesz karton z winami z palety, otwierasz go i na każdej jednej butelce przyklejasz naklejkę z oznaczeniami konkretnego kraju.
Tzn. podobno tak to wygląda.
Nie wydaje się trudne, co nie?
Od wtorku będę miała okazję się przekonać.
Zaczynam okres próbny.
Trzymaj kciuki :)

środa, 23 sierpnia 2017

Dzień Pierwszy

Cześć. Jestem P. a to mój Pierwszy Dzień Nowego Życia.

W Anglii.

Z M.

Wczorajszy Dzień Zero, czyli dzień lądowania i wprowadzki był straszny. Dobrze, że nie było współlokatorów w domu, bo M. zostałby zgłoszony na Policję za znęcanie się nade mną. Płakałam bez przerwy. A On biedny – pocieszał jak mógł, rzucał czekoladkami, masował bolące plecy.

Powód:  co ja – mała, durna P. – sobie myślałam, idąc w firmie do gabinetu nr 20 i informując Szefa, że odchodzę. Że ja myślałam, że ta Anglia to taka zabawa będzie? Nie ja jedna przecież zmieniam adres zamieszkania w celach zarobkowych. I ludzie tu żyją. I dobrze żyją. Żyją jak LUDZIE. Ja też chcę w końcu żyć jak LUDŹ…

Po prostu cały czas jestem rozdartą histeryczką. Z jednej strony – tej bardziej marudnej – powtarzam w głowie jak pacierz, że przecież ja się do niczego nie nadaję, a już zwłaszcza nie do pracy fizycznej. Że tylko się zbłaźnię i narobię M. wstydu. I lepiej dla świata byłoby, żebym kupiła bilet powrotny do Polski i wróciła z podkulonym ogonem do Szefa. Z drugiej – tej chyba na jakiś prochach – uświadamiam samej sobie, że przecież jestem młoda, bez zobowiązań, język jakiś tam znam a przecież takie nowe doświadczenie to świetna przygoda, na dodatek z profitami finansowymi i lingwistycznymi i stać mnie na coś więcej niż stanowisko, które zajmowałam w Polsce. Sama nie wiem której sobie wierzyć… Za tą bardziej optymistyczną stoi kolejny argument: w końcu, po ponad 7 latach związku, po prawie rocznej rozłące, możesz zamieszkać z M. Z kolei ta Smutna już się człapie z myślą, że przecież na odległość też nie było tak źle – żyjemy w dobie Internetu, codziennie ze sobą rozmawialiśmy, widzieliśmy się, a te spotkania raz na 3 miesiące podkręcały atmosferę w związku.

Jestem nienormalna czy po prostu tak nieprzystosowana do zmian?

Dzisiejszy dzień – Dzień Pierwszy – już chociaż obył się bez płaczu. Cały tylko dla siebie, bo M. poszedł na 12 godzin do pracy. Dzień błogiego lenistwa, przerywany natchnieniem w rozpakowywaniu walizek. Kiedy już ogarnęłam pokój i wymyśliłam obiad na jutro, postanowiłam zrealizować pomysł, który już jakiś czas krążył mi po głowie. Tym pomysłem jesteś Ty – strono internetowa. Stworzyłam Cię kiedyś, kiedyś w ciężkiej chwili, aby mieć z Ciebie powiernika swoich myśli. Myśli związanych głównie ze zdrowiem, ale jednak nie potrafiłam się przemóc, więc nic się na Tobie nie pojawiało, poza ramką „O mnie”. Dziś pomyślałam, że będzie trochę inaczej. Zrobię z Ciebie mój dzienniko – pamiętnik życia w Anglii. Tak po prostu, cobym miała gdzie wylewać żale i dzielić się przemyśleniami i moimi trudnymi (ze względu na nastawienie) początkami tu. Moim życiem tu.


Z racji dzisiejszego lenistwa, mało tematów do pisania, więc pozostało mi czekać, aż M. wróci z pracy i skoczymy na zakupy. Coś wspominał, że Jego szef nalegał, abym podjechała jutro złożyć aplikację, bo zwolniło się jakieś lżejsze stanowisko. Super, nie myślałam, że tak szybko uda mi się znaleźć pracę. Wiem, że jeszcze nic nie jest pewne, ale spróbować trzeba.