Cześć. Jestem P. a to mój Pierwszy Dzień Nowego Życia.
W Anglii.
Z M.
Wczorajszy Dzień Zero, czyli dzień lądowania i wprowadzki
był straszny. Dobrze, że nie było współlokatorów w domu, bo M. zostałby
zgłoszony na Policję za znęcanie się nade mną. Płakałam bez przerwy. A On
biedny – pocieszał jak mógł, rzucał czekoladkami, masował bolące plecy.
Powód: co ja – mała,
durna P. – sobie myślałam, idąc w firmie do gabinetu nr 20 i informując Szefa,
że odchodzę. Że ja myślałam, że ta Anglia to taka zabawa będzie? Nie ja jedna
przecież zmieniam adres zamieszkania w celach zarobkowych. I ludzie tu żyją. I
dobrze żyją. Żyją jak LUDZIE. Ja też chcę w końcu żyć jak LUDŹ…
Po prostu cały czas jestem rozdartą histeryczką. Z jednej
strony – tej bardziej marudnej – powtarzam w głowie jak pacierz, że przecież ja
się do niczego nie nadaję, a już zwłaszcza nie do pracy fizycznej. Że tylko się
zbłaźnię i narobię M. wstydu. I lepiej dla świata byłoby, żebym kupiła bilet
powrotny do Polski i wróciła z podkulonym ogonem do Szefa. Z drugiej – tej chyba
na jakiś prochach – uświadamiam samej sobie, że przecież jestem młoda, bez
zobowiązań, język jakiś tam znam a przecież takie nowe doświadczenie to świetna
przygoda, na dodatek z profitami finansowymi i lingwistycznymi i stać mnie na
coś więcej niż stanowisko, które zajmowałam w Polsce. Sama nie wiem której
sobie wierzyć… Za tą bardziej optymistyczną stoi kolejny argument: w końcu, po
ponad 7 latach związku, po prawie rocznej rozłące, możesz zamieszkać z M. Z
kolei ta Smutna już się człapie z myślą, że przecież na odległość też nie było
tak źle – żyjemy w dobie Internetu, codziennie ze sobą rozmawialiśmy, widzieliśmy
się, a te spotkania raz na 3 miesiące podkręcały atmosferę w związku.
Jestem nienormalna czy po prostu tak nieprzystosowana do
zmian?
Dzisiejszy dzień – Dzień Pierwszy – już chociaż obył się bez
płaczu. Cały tylko dla siebie, bo M. poszedł na 12 godzin do pracy. Dzień
błogiego lenistwa, przerywany natchnieniem w rozpakowywaniu walizek. Kiedy już
ogarnęłam pokój i wymyśliłam obiad na jutro, postanowiłam zrealizować pomysł,
który już jakiś czas krążył mi po głowie. Tym pomysłem jesteś Ty – strono internetowa.
Stworzyłam Cię kiedyś, kiedyś w ciężkiej chwili, aby mieć z Ciebie powiernika
swoich myśli. Myśli związanych głównie ze zdrowiem, ale jednak nie potrafiłam
się przemóc, więc nic się na Tobie nie pojawiało, poza ramką „O mnie”. Dziś
pomyślałam, że będzie trochę inaczej. Zrobię z Ciebie mój dzienniko – pamiętnik
życia w Anglii. Tak po prostu, cobym miała gdzie wylewać żale i dzielić się
przemyśleniami i moimi trudnymi (ze względu na nastawienie) początkami tu. Moim
życiem tu.
Z racji dzisiejszego lenistwa, mało tematów do pisania, więc
pozostało mi czekać, aż M. wróci z pracy i skoczymy na zakupy. Coś wspominał,
że Jego szef nalegał, abym podjechała jutro złożyć aplikację, bo zwolniło się
jakieś lżejsze stanowisko. Super, nie myślałam, że tak szybko uda mi się
znaleźć pracę. Wiem, że jeszcze nic nie jest pewne, ale spróbować trzeba.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz